pamiętnik sprzed dziewiętnastu lat
Blog > Komentarze do wpisu

9 września

   

Kapitalizm nie ma nawet kawałka ludzkiej twarzy. Enerdowski inżynierek się pogubił. Ma język, swobodę telefonowania, a posypał się. Przyjechał z prośbą, żebym załatwiał na skróty listwy tynkarskie, bo się nie potrafił rozeznać w katalogu i zamówił o kilka pozycji za mało. A tu zamówienia wchodzą do komputera i nie ma zmiłuj się. BTM – dostawca - musi mieć tydzień wyprzedzenia. A boi się ten młodziak Jökela jak burzy z piorunami. No to pojechałem w piątek do wytwórni, a tu niespodzianka: kranik ma w ręku brat Słowianin. Jugol Sladko okazał się otwarty na krowę żubrówki. Wypiliśmy po pół na kapelusz, Sladko zrobił spięcie w systemie i są listwy na skróty. Wiluś ma burzę z głowy, ja mam kolegę Słowianina. Kolega Słowianin bardzo słowiański - uniknął prawie nieuchronnej germanizacji. No więc zwiedziłem wytwórnię listew tynkarskich. Z katalogu, to Europa na całego, a w naturze... Stara hala na metr pogrążona w ziemi, okienka takie małe nad samiuśkim chodnikiem, zarośnięte glonami i błotem, w środku klepisko po kątach porośnięte mchem – żadnej podłogi, na kantówkach maszyny sterowane komputerowo w złożonym cyklu tną, gną, dziurkują, składają i na końcu pakują po dziesięć listew, a przy maszynach Jugolki i  Turczynki owinięte  w szmaty, że tylko nosy i dłonie wystają. Zimno i mokro, choć upał. Pod stopami każda ma kawałek brudnego od gliny styropianu. Jedynie sraczyki na podwórku - te ichnie Dixi – na poziomie ludzkim. Sladko jest szefem magazynu. Nad nim jest Niemiec, on przychodzi co rano, sprawdza wszystko i po godzinie znika. Na fajrant nigdy go nie ma, bo podobno nie może patrzeć na to upodlenie pracy – wrażliwy taki. A o czym rozmawiają Słowianie po pierwszej połówce? O polityce. Oburza go moja akceptacja dla stanu wojennego. Że u nich to by nie przeszło. No to ja jemu: dlaczego w tej piwnicy są Jugolki, a nie ma Polek, no to on mi: to są Bośniaczki. Sladko jest Serbem. Zaprosiłem Sladka na budowę na piwo sobotnie. Płakał i przysięgał, że będzie. Dlaczego Słowianom wódka się zamiast  w mocz, w łzy zamienia?

  

Obeszłam pożegnalnie zakamarki Olympiaberg. Śmiesznostka – nazbierałem grzybów. Grubachne brzozaki, kozaki i cztery młode kanie. Tu tego nie znają, a ja obieram, szykuję, przyprawiam, gotuję – będę miał naleśniki z grzybami. Sąsiada poczęstuję, Magdę złowię – niech posmakuje.

  To było w Kubusiu Puchatku, jak on wchodził do dziupli – było go coraz więcej w dziupli, a coraz mniej na zewnątrz. Ja już zaczynam być tak trochę w Polsce.
wtorek, 09 września 2008, kroplewski-j