pamiętnik sprzed dziewiętnastu lat
Blog > Komentarze do wpisu

19 września 1990

   

Wczoraj dzień pożegnania z Monachium, a wieczór u  Timofieja. Pokazał mi mundur, górę tylko. Jakaś szarża oficerska, sznury, tryzub – hmm, jeszcze jedna tajemnicza wyspa. Ja mu dałem nową łopatę – zakorbiłem Niemcom nówkę - był uradowany, potrząsał nią, przymierzał do grządek. Mówi, że starczy do końca życia  i nawet grób sobie zdąży nią wykopać. Może głupie, a może nie. Po ósmej wpadłem do na uniwerek do klubu. Był wieczór poezji! Autentyk. Po niemiecku, a jakże. Dosiadłem do trzech smutnych rusałek pod trzydziestkę, a że dekadencko smutne były przyniosłem im po kufelku. Poczęstowały mnie skrętem. Wszyscy to tam palili. Ja nie musiałem słów rozumieć. Poezja wibrowaniem wpływa do uszu i w serca nadstawione. Po północy wpadłem do baru na rogu. Ulli tam była jak pierwszy raz. Jej ratler i papierosy. Ten facet ją chyba rzucił. Ona mówi sucho: „nur Bock”. No pewnie, każdy by chciał do tego miłości. Zamówiliśmy po lufie maskowskoj  raz i drugi.  W środku nocy narysowałem jej portret na lewej stronie plakatu o konieczności ekologicznej utylizacji odpadów. Rysowałem jej tuszem do rzęs, pędzelkiem i palcami. Wszyscy bili brawo – wyszedł portret smutny, ale z figlikiem w oku. Barman obiecał oprawić i powiesić nad miejscem, gdzie Ulli zawsze siedzi. I na koniec jeszcze taki numer. Mówię do barmana: „już tu nigdy nie wpadnę”, a on mi odpowiada: „szkoda”. No to ja: „ Polak? No nie gadaj – Polak?”, a on: „nie wpadłeś na to?” Taki numer!

 A dziś się wyspałem, posprzątałem, jestem prawie spakowany. Teraz idę na ostatni spacer po Olympiaparku. A jurto ostatnie zakupy.
piątek, 19 września 2008, kroplewski-j
Komentarze
2008/09/19 09:28:31
no, dobrze, to wszyscy się pakujemy, co robić.......