|
|
Blog > Komentarze do wpisu
4 kwietnia Kontrola z Polserwisu. Latają chłopaki po sklepach, nas mają w dupie. Tylko część naszych musi dłużej czekać na powrót do „grandu” (jedno z miejsc noclegowych ludzi naszego kontraktu), bo oni muszą naszym samochodem swoje sprawy załatwiać. Największe branie ma margaryna RAMA – nie smakowałem jeszcze, ale żeby po margarynę aż za żelazną kurtynę? Geodeta chory. Mózg mu wycieka przez nos. Ale roboty nie odpuszcza. Na jutro zapowiadają dodatkowe deszcze – nie wyschnę. Nie umiem tu kupować – wszystko wychodzi drogo. Już wydałem 50 DM mimo, że szamki miałem z domu na tydzień. Inni tu żyją podobno za 200 DM miesięcznie. Muszę się nauczyć kupować. Oni tu jakąś psychologię uskuteczniają. Już któryś raz kupuję coś, czego nie potrzebuję. Mają tak poukładane, że na końcu sklepu człowiek odczuwa ulgę i kupuje cokolwiek, byle gówno, byle było tańsze od tego, co przed chwilą widział. Dzisiaj kupiłem album po niemiecku – jakaś historia świata – 19,99 DM. Mam już stojak na kasety, choć kaset nie mam, kupiłem koszulkę z burackim nadrukiem golfisty w takim wieloruchu jak Duchampa „Akt schodzący po schodach” – gdzie mi do golfa. Do tego się pruje po pierwszym ubraniu. Manipulują w tym sklepie jak dzieckiem. Sztuczka chyba w układzie towarów. Będę teraz po wejściu zasuwał na sam koniec sklepu i zacznę kupować od końca, pod prąd, tak, że na mecie, jak będę już rozmiękczony widokiem towarów będę miał tylko chleb, a nie rzeczy niepotrzebne z cenami kończącymi się na 9. No i pięciu bochenków przecież nie kupię. Tą obronę przed wciskaniem towarów muszę wygrać. Podaż nie może kreować popytu. Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz...środa, 04 kwietnia 2007, kroplewski-j
|